Witajcie ciepło,
w tak niesprzyjającą wiosnę. Same wiecie, że wiosna nieco się na nas obraziła i została na dłuższych wakacjach. My, kreatywne dusze nie lubimy siedzieć z założonymi rękoma
i działamy prężnie:)
Ja sama ostanowiłam wypróbować na nowo techniki transferu.
Już raz podeszłam do tematu, kiedy wszyscy oszaleli na punkcie transferu za pomocą nitro.
Pomysł fajny, sama go wykorzystałam na tkaninach. Efekt był świetny, ale przyznaję, nie miałam później pomysłu na transfer na tkaninie i butelka nitro stała w domu.
Kolejną próbę podjęłam już dawno temu. Chciałam wykonać transfer na drewnie.
Ok, zabrała się do tematu z dużą nadzieją.
Efekt końcowy: marny. Zalamana doszłam do wniosku, że chyba ktoś na blogach mnie oszukał. Druk nie chciał zostać na drewnie, stawał się gumowaty i ciągnący. Ogólnie - tragedia narodowa. Porzuciłam transfer na kilka miesiacy.
Czekając na wiosnę postanowiłam się nie poddawać po pierwszej nieudanej próbie. Miałam pomalowane farbą akrylową małe dekoracyjne ozodoby do powieszenia i postanowiłam przeprowadzić na nich ekspereyment, czyli transfer. Jednak tym razem nie zdecydowałam się na jedną technikę. Tym razem wypróboowałam ich aż TRZY! Tak, trzy metody transferu.
1. Transfer za pomoca nitro
2. Transfer za pomocą Modge Podge
3. Transfer za pomocą Transfer Glaze firmy Heritage.
Tu brawa dla mnie:) Udały mi się wszystkie 3 metody:)
O każdej napiszę, ale w nastęonych postach. Nie udałoby mi się tego zrobić w jednym, w końcu to nie szampon 3 w 1;)
W nagrodę za wytrwałość poniżej zdjęcia mojej ciężkiej pracy;)